poniedziałek, 7 kwietnia 2014

One Part Fedemila " Urojenie " - Cz. 1


Szpital psychiatryczny nie jest miejscem dla ludzi, którzy są " psychicznie chorzy " . Jest to miejsce dla osób, które zgubiły się we własnym sposobie bycia. Jedni są bliżej, a inni dalej... łączy ich jednak jedno ... każdy pragnie wrócić. Zamknięty w pustej przestrzeni nie dostrzega wyjścia. 

- Co jeszcze Ludmiło ? - dopytywał się mnie lekarz spoglądając na mnie z nad szkieł. Siedziałam skulona na kanapie w jego gabinecie bawiąc się rękawami grubego wełnianego swetra
-Pamiętam oślepiające światło i mocny ból w czaszce - powiedziałam spoglądając w sufit
-Może podczas wypadku uderzyłaś w fotel - zaproponował przecierając okulary chusteczką wydobytą z kieszeni
-Nie pamiętam-odpowiedziałam- Nie czułam uderzenia. W jednej chwili faktycznie w coś uderzyłam, ale było to miękkie. Dopiero potem poczułam ból- powiedziałam spoglądając na doktora- Proszę Pana  - zaczęłam
- Tak ?- spytał
- Czemu to zrobiłam ? - spytałam wskazując na oszpecone nadgarstki
- Tego nikt nie wie. Musisz sobie przypomnieć, jednak jest to kwestia czasu - powiedział - Dłuższy pobyt w ośrodku jest zbędny - dodał uśmiechając się szeroko
-Mogę wrócić do domu ? - spytałam rozprostowując nogi. Lekarz kiwnął twierdząco głową i otworzył mi drzwi. Szybko przemierzałam korytarze ośrodka, aż w końcu dobiegłam do drzwi z tabliczką o numerze 
" 203 ". Z szafy wyciągnęłam walizkę i poczęłam niedbale układać w niej ubrania. Nie mogłam uwierzyć, że po roku pobytu tutaj oni mnie w końcu wypuszczą. Co dzienne rozmowy z psychologiem i ludźmi o podobnym stanie bardzo mi pomogły,  jednak już od dawna czułam się na siłach, aby powrócić do domu, do rodziców, do Federico. Tak na prawdę nigdy nie widziałam powodów, dla których zostałam tutaj zamknięta, nawet nie pamiętam próby samobójstwa. Tak na prawdę pamiętam bardzo niewiele. Strzępki wypadku samochodowego, w który ucierpiałam ja , rodzice i Federico. Na całe szczęście cała nasz czwórka wyszła z tego cało. Wielokrotnie wytężałam umysł w poszukiwaniu worka z napisem " wspomnienia". Nigdy jednak go nie znalazłam, w mojej głowie niczym strzała przelatywały nic nie znaczące  wspominki z mojego życia, żadna z nich nie miała większej wartości. Pamiętałam to co zbędne. 
-Ludmi wraca do domu ?- zza pleców dobiegł mnie głos Anny. Ta dziewczyna zgubiła się w doprawdy dalekich obszarach samej siebie i nikt nie chciał pomóc jej się odnaleźć. 
-Tak- powiedziałam zarzucając torbę na ramię i posyłając jej smutny uśmiech
- Mnie nie pomogli - powiedziała, czułam jakby obwiniała mnie o to, że ją tu zostawiam, że pozwalam tym wszystkim ludziom ją ranić
- Przykro mi - powiedziałam i ją wyminęłam 
- Komu będę opowiadać swoją historię ? - spytała za mną. Nie odwróciłam się. Szłam dalej przed siebie posyłając szczery uśmiech ludziom, z którymi rozmawiałam na co dzień. Opowiadali mi o swoich dzieciach, a niektórzy o wnukach, o swoich pierwszych zawodach miłosnych i o przyczynach tak małej chęci do dalszego życia.  Mocno pchnęłam szklane drzwi i  wyszłam na zewnątrz. Moje włosy zaczął targać delikatny wiatr, koszulka zaczęła delikatnie się unosić. W tłumie dostrzegłam  ojca, na jego pokrytej zarostem twarzy widniał szczery uśmiech, ciągnąc za sobą walizkę podbiegłam do niego rzuciłam mu się na szyję
- Tak tęskniłam tatusiu - powiedziałam przytulając policzek do jego rozgrzanej szyi
- Ja za Tobą też - powiedział i wtulił twarz w moje włosy. Teraz nareszcie miałam wieść normalne życie, miałam być szczęśliwa, miałam się tego nauczyć, a naukę rozpocząć od podstaw, które już od dawna rozważałam leżąc w łóżku. Po raz pierwszy od roku miałam wtulić się w silne ramiona Federico, znowu poczuć smak jego miękkich jak aksamit ust. Ponownie chwycić jego dłoń i naprowadzić ją na mój policzek. Po raz kolejny otrzymać w prezencie piękny uśmiech i zebrać jeszcze więcej wspólnych i pięknych chwil. Potem zamknąć je w albumie zwanym pamięcią. Ta prymitywna nazwa jest jedną z najważniejszych odruchów życiowych u człowieka. Jedni pragną żyć tylko wspomnieniami, a inni za wszelką cenę chcą ich nie mieć. Nie chcą pamiętać tych tragicznych wydarzeń ze swojego życia. Doświadczyłam zaniku pamięci i zaświadczam, że wystarczą dwie godziny, aby pożałować tego pragnienia. 
-Mama od rana siedzi w kuchni. Twierdzi, że w tym szpitalu źle Cię karmili - powiedział kiedy wkładał kluczyk do stacyjki
- Cała mama - powiedziałam i pokręciłam kolbą do otwierania szyby. Chciałam czuć ciągły podmuch wiatru na mojej twarzy
- Ty jak się trzymasz po tej całej sytuacji? - spytał troskliwie ojciec ściszając radio i dotykając delikatnie mojej dłoni - Momentalnie cały świat zwalił Ci się na głowę, nie zasłużyłaś na to - powiedział mocniej zaciskając dłonie na kierownicy. Nie odpowiedziałam na to pytanie. Nie chciałam, aby tata wiedział w jak tragicznym stanie psychicznym byłam na początku. Cierpiał by bardziej niż ja wspominając okres, kiedy nasza rodzina stała na krawędzi.

******************************************************
-Mama - krzyknęłam wpadając w jej rozłożone ramiona i mocno przytulając ją do siebie - Tak za Tobą Tęskniłam- szepnęłam
-Tak bardzo Cię kocham córeczko - szepnęła mi wprost do ucha
-Ja Ciebie też mamo - powiedziałam odrywając się od matki i ścierając łzę, która spływała po jej policzku . Teraz wszyscy będziemy znowu razem. Znowu będziemy razem zasiadać do posiłku i rozmawiać o minionym dniu.
-Głodna ?- spytała mama
-Najpierw chcę zobaczyć Federico -powiedziałam
-Wiesz gdzie go szukać?-spytała mama palcami przeczesując moje włosy
-Oczywiście-powiedziałam  i pobiegłam w stronę furtki prowadzącej do wyjścia. Biegłam przedzierając się przez krzaki aż w końcu dobiegłam do celu. Zaczęłam wzrokiem śledzić okolicę. Nic tu się nie zmieniło. Ten sam odcień traw, te same drzewa. Ten sam strumyk, na którego dnie widać wielobarwne kamyki. Stanęłam na jego brzegu i przyjrzałam się swojemu odbiciu w tafli wody. Zobaczyłam go ... Stałza mną z rękoma złożonymi  na piersi i szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy. On także nic się nie zmienił. Te same ułożone na żel włosy, te same niesamowicie czekoladowe oczy, cały Federico... Stał za mną i uśmiechał się do mnie.
-Nauczyłaś mnie, że miłość zmienia ludzi. Czas leczy rany, mi wystarczyły dwie sekundy kiedy Cię ujrzałem , aby móc być na nowo szczęśliwym-powiedział obejmując mnie w talii.
-Ludzie ranią, a ty uzdrawiasz. Jesteś jak wiatr grający melodię na tle świata-szepnęłam i wplotłam palce w jego gęste włosy. Przylgnęłam do niego całym ciałem. Jedyną barierą między naszymi ciałami był wiatr przedzierający się pomiędzy nami
-Kocham Cię -szepnęłam przymykając powieki
-Ja Ciebie też - powiedział i i delikatnie musnął moje wargi. Ich smak, ich dotyk, ich miękkość. Wszystko tak dobrze mi znane, a i tak za każdym razem czuję jakbym odkrywała to na nowo.
-Bądź przy mnie - powiedziałam
-Będę i to zawsze. Na zawsze razem. Nigdy osobno. -powiedział i ucałował moją dłoń
-Tęskniłam za Tobą - powiedziałam i dotknęłam opuszkami palców jego dolnej wargi.

****************************************************

światła, kamera, akcja !Nie będąc sobą, jesteś niczym aktor grający rolę w filmie. Maskujesz swoje prawdziwe ja makijażem. Stajesz na środku i w myślach powtarzasz sobie kwestię kiedy orientujesz się, że w głowie masz pustkę. Nic nie pamiętasz. Kurtyna idzię w górę. Ponownie improwizujesz. Grasz  rolę w przedstawieniu zwanym "życie"

****************************************************

-Teraz wszystko będzie na miejscu - szepnęłam siadając pod drzewem wiśni
-Skoro jesteśmy razem to nie może być inaczej - powiedział mój ukochany układając głowę na moich kolanach.
-Każdej nocy moim największym marzeniem było wtulenie się w twój tors. Wsłuchanie się w twoje rytmiczne bicie serca. Teraz kiedy to mam nie potrafię w pełni  po to sięgnąć. Czemu ?- spytałam chwytając skrawek jego kamizelki i gniotąc  ją  w palcach
-Wiedz, że teraz możesz się do mnie przytulić. Możesz się wypłakać w moje ramię. Nie możesz już się bać  -szepnął dotykając mojego policzka
-Nie boję się - zaprzeczyłam pospiesznie stukając się w jego dłoń.
-Znam Cię kochanie. Zawsze twoją największą obawą była samotność. Boisz się tej czarnej pustki, tego koca, który przykrywa wszystko prócz Ciebie. Żyj w świadomości, że ja bez względu na wszystkie przeciwności będę trwał przy Tobie. Będę kiedy trzeba będzie otrzeć łzę spływającą po twoim policzku... - przerwałam mu delikatnym pocałunkiem. Chłopak pociągnął mnie na siebie i wpił się gwałtownie w moje usta. Tu nie było ryzyka, że ktoś nas zobaczy, to było nasze miejsce. Nikt inny nie wiedział gdzie spędzamy tyle czasu. Potrafiliśmy spędzać tu całe godziny ciesząc się tymi chwilami, w których jesteśmy tylko my. Cały, wielki wszechświat kręci się wokół nas. Otacza nas bezpieczną barierą, która oddzielała nas od wszystkiego innego
-Trudno uwierzyć, że kiedyś umiałam żyć bez twoje bliskości -szepnęłam wtulając się w miękki materiał jego koszulki
-Ja kiedyś tak na prawdę nie żyłem. To ty tchnęłaś we mnie życie. Wszczepiłaś duszę w przedmiot - rzekł całując mnie w czoło.

****************************************************

 Tak oto prezentuję się pierwszy One Part. Jak widać jest on o Fedemile. Będą jeszcze dwie części i dopiero w drugiej wyjaśni się tytuł jaki nadałam. Cóż mam sporo pomysłów więc mam nadzieję, że uda mi się coś z tego skleić. Tak więc kolejna część w ...... yyyyyyy piątek ? Sobota ? Chyba sobota 
No cóż..... się zobaczy 
Do nexta <3
Kocham was 

2 komentarze:

  1. Świetny! Naprawdę, od razu się zakochałam! <3 Masz talent, jak... No nie wiem to było SUPER! z niecierpliwością czekam na nexta!!! :*

    OdpowiedzUsuń